Przed ósmą, Batyżowiecki Staw przywitał nas klasycznie, przenikliwym, zimnym piździdłem. Co najśmieszniejsze, w dolinie, ów wiatr ucichł i znowu zrobiło się gorąco. Przy wejściu w Walowy Żleb, człowiek najpierw zidentyfikowany przez chłopaków jako filanc, okazuje się lekko zagubionym słowackim turystą, który towarzyszy nam do samej przełęczy. W żlebie, opisywanym jako łatwy, początek powiedziałbym był nieco trudny
Na Przełęczy Tetmajera widok na grań trochę onieśmiela, ale najpierw idziemy w lewo, na Zadni. Po drodze widać szczątki radzieckiego samolotu, który rozbił się w 1944 roku. Na szczycie wita nas Widmo Brockenu i znowu fajny widok na Gerlach właściwy.
Po powrocie na przełęcz, wiążemy się i lecimy do góry. Najpierw łatwo, potem ciutkę trudniej. Trochę we znaki daje się oszronienie i zalodzenie skały – już nawet nie chodzi o ślizganie się, ale o to że dłonie strasznie marzną, a w rękawiczkach jednak nie ma tej pewności chwytu. Po godzinie, dostajemy się na grań, skąd już widać krzyż szczytowy.
Wreszcie, już porządnie się spiesząc, osiągamy wierzchołek. Szybkie zdjęcia, wpis (nie było zeszytu!) do puchy i Łukasz świetnie sprawdza się w roli przewodnika przy zejściu przez Batyżowiecką Próbę. Dalej już na automacie, w ciemnościach, zbiegamy ścieżką do samochodu.
Słowem podsumowania, wycieczka miła i przyjemna
. Na odcinku Przełęcz Tetmajera Gerlach w 2-3 miejscach trochę trudniej (ale to raczej punktowo, a nie ciągi trudności, być może wrażenie potęgowane przez dużą lufę).
Przez 14 godzin (od auta do auta) spotkaliśmy 4 osoby – turystę słowackiego który szedł na Zadni oraz wieczorem trójkę która z worami transportowymi szła do któregoś hotelu w Batyżowieckiej.



[...] Wielka Korona Tatr 2008-2009 Końcówka drogi MartinaTrzydniowa Monoklina Tatrzańska w moich odczuciach…
Od Durnego po ŁomnicęO nas Pogoda i [...]